Bajka o chińskim lekarzu

doktorNie tak dawno temu, do małej wioski przywędrował lekarz. Jego długa, siwa broda była dowodem na to, że musiał być już bardzo stary. Mimo podeszłego wieku szedł wyprostowany i widać było, że bije z niego życiowa energia chi. Szedł powoli i pewnie, odkłaniał się mieszkańcom wioski, którzy na jego widok uśmiechali się, jakby spotkali długo oczekiwanego przyjaciela.

W małej wiosce bardzo rzadko ktokolwiek chorował, ludzie wiedzieli jak zdrowo żyć, a wiedzieli to właśnie dzięki staremu lekarzowi. To on tłumaczył, że człowiek jest małym elementem Wszechświata, a jego organizm jest odbiciem całego otaczającego go porządku. Jak w kropli rosy widać wszystko, co ją otacza, tak w człowieku dostrzec trzeba harmonię napędzaną energią chi.

Obok starca szedł też młodszy od niego mężczyzna, który na plecach dźwigał wielką skrzynię. Skrzynia należała do lekarza, w dziesiątkach małych szufladek zgromadzone były przeróżne ważne zioła. Stary lekarz przygotowywał mieszanki tych ziół dla pacjentów, których wcześniej bardzo wnikliwie diagnozował. Potrafił przez bardzo długi czas w skupieniu badań tętno, oglądał język, oczy i pytał o wiele, wiele rzeczy aby nabrać przekonania, z jaką chorobą miał do czynienia. Czytaj dalej „Bajka o chińskim lekarzu”

Prezenty pod choinką – nie okłamujmy dzieci

Zrzut ekranu 2015-12-20 o 16.07.4625 grudnia to ważny dzień roku. Zaczyna wydłużać się dzień. Robi się cieplej i bardziej słonecznie, natura zaczyna budzić się ze snu. Wiele religii używa tej daty do ustanowienia swojego święta. Od wielu lat święto jednej z największych religii – religii chrześcijańskie jest używane przez handlowców na całym świecie do zwiększenia sprzedaży. Wszystko to kryje się pod bajką o świętym Mikołaju, który saniami ciągniętymi przez renifery rozwozi prezenty przygotowane w Laponii przez elfy. Zrzuca prezenty wchodząc do komina o ile dziecko napisze wcześniej list.

To jak wygląda i co robi postać świętego Mikołaja jest połączeniem historii jednego z chrześcijańskich biskupów – magnatów tej organizacji oraz akcji promocyjnej koncernu Coca-Cola. To stąd wizerunek świętego Mikołaja jest biało czerwony, jak białe napisy na czerwonej etykiecie najlepiej sprzedawanego napoju na świecie.

Choinka jest starym Germańskim symbolem, który zadomowił się w naszych domach i pięknie je dekoruje w czasie, gdy cała natura śpi. Drzewa iglaste zazwyczaj mają swoje igły przez cały rok, są zielone i piękne, wyróżniając się na tle drzew liściastych – ogołoconych z liści i uśpionych. Wspólne dekorowanie może być wspaniałą zabawą i dziecko może aktywnie w tym uczestniczyć. Jeśli ktoś przez cały rok ma brudny dom, to może go posprzątać z okazji tego święta. Jeśli jest na codzień czysto, to lepiej spędzić razem czas dekorując choinkę, grając, oglądając fajny film, zamiast w nerwach ganiać po domu i zimą myć od zewnątrz okna.

Wmawianie dzieciom, że to Mikołaj przynosi prezenty jest społecznie akceptowanym kłamstwem. Nie ma nic wspólnego z radością dzieci, ma wiele wspólnego ze wzrostem sprzedaży. To rodzice kupują i pakują prezenty, to oni przynoszą je i kładą pod choinkę okłamując dziecko, że to od Mikołaja. Dla dziecka jest bardzo ważne, że dostaje prezent. Dostaje go jednak od jakiejś fikcyjnej osoby, co gwarantują swoim autorytetem rodzice. Z jakiego im nie znanego powodu to nie rodzice biorą na siebie dobrodziejstwo obdarowywania. Oddają je jakimś wyimaginowanym postaciom.

A czy dziecko woli dostać prezent od obcego, czy od rodzica?

A czy rodzic woli dać swojemu dziecku prezent, czy robić to potajemnie, zrzucając odpowiedzialność na jakiegoś ubranego dziwacznie brodacza?

Czytaj dalej „Prezenty pod choinką – nie okłamujmy dzieci”

Cz. 24 Nie płacz Eśka

grumpy-catSoczysta zieleń atakowała z każdej strony. Młode listki na drzewach i trawa rosnąca jakby gdzieś jej się spieszyło. Zachmurzenie 4/8 sprawiało, że zieleń stawała się raz jasna, raz ciemniejsza ale cały czas była wiosennie czysta i błyszcząca. W gładkich liściach można było niemal obserwować odbicie płynących po niebie chmur. Świergot rozochoconego przez matkę naturę ptactwa był wszechogarniający. „Nasza brać lotnicza” pomyślał Leon. „O niczym innym nie myślą tylko jeść, latać i chędożyć” uśmiechnął się do siebie idąc znaną drogą. Nic się tu prawie nie zmieniło, przybyło jakiś domków jednorodzinnych i asfalt był nieco bardziej zniszczony. Metalowa brama była otwarta, podobnie jak furtka, jak niegdyś, pozbawiona klamki. Ożywały wspomnienia. Szedł teraz zupełnie inaczej niż za pierwszym razem. Szedł pewnie. Szedł świadomy swojej wartości, umocowany doświadczeniami. Szedł doroślejszy i mądrzejszy, jak sądził.

Infrastruktura lotniska, która nie była zasilana energią wyrażoną w PLN ulegała stopniowemu powrotowi do pierwotnego chaosu. Rdza i roztocza zatapiały w otchłani różnorodne owoce rąk homo sapiens. Roślinność mająca pod dostatkiem polskiego dwutlenku węgla i wody dwoiła się i troiła celem zagospodarowania każdej powierzchni wystawionej na mniej lub bardziej stłumione przez chmury promienie słońca. Krawężniki już dawno straciły swój dumny biały kolor dawniej regularnie odnawiany przez członków aeroklubu w ramach prac społecznych. Trawa i chwasty wgryzały się pomiędzy płyty chodnikowe, jakby szykując się na podstępny i nieuchronny atak na asfalt. Budynek aeroklubu został przyozdobiony wielkim, kolorowym banerem lekarstwa „doskonale zwalczającego krępujące wiatry”. Temat nieco wstydliwy, ale jak widać popularny, skoro chciało się farmacji rzucić jakiś ochłap za wywieszenie tego na odpadającym tynku. „Przecież za darmo tego nie powiesili” pomyślał Leon, który od dawna wiedział, iż za darmo to jest tylko ser w pułapce na myszy – i to za darmo tylko dla myszy. Czytaj dalej „Cz. 24 Nie płacz Eśka”

Cz. 24 Głos z niebios

Zrzut ekranu 2015-06-26 o 22.01.35Mietek wychodził lekko, sprężystym krokiem. Głowa podniesiona do góry, nawet klatka piersiowa wyeksponowana dobitnie świadczyła o głębokich przemianach wewnętrznych tego wrażliwego człowieka.

Nabrał powietrza, przez swoje rozwarte i nieco niesymetryczne nozdrza. „Co za wspaniały zapach!” pomyślał, ale pomyślał tak, że prawie powiedział. Nie powiedział tego w rzeczywistości ale zbudował to zdanie i użył go w myślach. Czyli prawie powiedział. No ale jednak nie powiedział, jeśli mamy trzymać się faktów. Był po prostu blisko.

Myślał sobie o swojej mizernej ksywce SkyMietek, która nie za bardzo pasowała do jego nowej ścieżki życia. To „sky” to jeszcze się nadawało, ale ten Mietek teraz trochę mu tak fałszywie zgrzytał. Nie żeby się wstydził swojego imienia. Może po prostu przez lata naginania karku, który już go nawet fizycznie bolał od tej mentalnej uległości – Mietek był niejako naznaczony. Był jak obszczana przez kota kanapa. Co by nie zrobić, to smród pozostanie. I to w przypadku Mietka ten najgorszy, smród po uświadomionym konformizmie.

– Czasu się nie cofnie, trzeba iść dalej – tym razem powiedział to na głos i zabrzmiało mu to bardzo mądrze i prawidłowo. Uśmiechnął się do siebie samego i ciut wydłużył krok. Szedł w stronę fryzjera. Szedł i sobie tak układał w głowie. Poszukiwał dla siebie nowego aliasu, takiego czystego imienia, które łatwo pozwoli zacząć nowy etap życia. Słabo mu to wychodziło. U fryzjera też myślał, gdy po latach ścinał z głowy poskręcane kłaki. Ciągle myślał. Czytaj dalej „Cz. 24 Głos z niebios”

Cz. 23 Kamerzysta Mieczysław

1-580Gdy amatorzy latania w tunelu opuścili siedzibę szkoły Skygrzmot, Mietek poczuł się zdołowany. Z całą siłą dopadła go depresja. Był już wcześniej podminowany, ale Krzywy, swymi jadowitymi i jakże groźnymi słowami, uzmysłowił mu mizerną pozycję. Nie potrafił sobie teraz wyobrazić większego bólu. Chyba tylko to, że dziewczyna mogła zdradzić go z cyganem, ale to była abstrakcja bo Mietek nie miał dziewczyny. Odeszła z handlowcem, który zajmował się wciskaniem rolnikom ukraińskiej paszy dla drobiu. Nawet ta myśl, to niewysłowione cierpienie zasiadło mu jak tłusta kura na ramionach.

Grzebiąc w okruchach wspomnień, nie mógł znaleźć żadnych ziaren nadziei. Wszystko było mizerne jak jego kask kamerzysty zrobiony z chińskiej snowboardowej podróbki, narciarskiego kasku z byłej Jugosławii, obecnie chyba ze Słowenii.  Pęknięty w dwóch miejscach podczas nieudolnych przeróbek został zaklejony jakimiś darmowymi naklejkami skajdajwerskimi. Nędza.

I ci też. Pasażerowie tandemowi, kurza ich melodia. Miał być dzisiaj tłum. To już wczoraj zaczęli wydzwaniać, że nie mogą dojechać. Nie mówili oczywiście o prognozie pogody, która była dramatyczna. Ale to przecież tylko prognoza. Okazało się, że jest ładnie ale tchórzliwy pomiot nie dojechał. Siedzieli teraz ze Zdzichem jak te dwa stare piardy. Klowni w kolorowych, brezentowych kombinezonach. I przyjeżdża taki napakowany fircyk i straszy, że następnym razem, bez ostrzeżenia da w ryj. Co za życie. A przecież on, Mietek chciał dobrze.

– Zdzichu, ja już tak nie chcę – zagaił cicho do siedzącego niczym rozstrzelany z broni palnej w swoim fotelu instruktora

– Ale czego nie chcesz, Mietek? – pytanie było na miejscu, bo przecież Mietek nie dzielił się swoimi myślami a wypowiedź była raczej efektem całego łańcucha przemyśleń.

– Ja już nie chcę tego walczenia o to, że mają ci „pan” mówić…- wyrzucił z siebie tonem, który cichł. Gdy skończył opuścił głowę. Niemal widać było tłustą kurę, która siedzi mu na karku trzymając się zaciśniętymi pazurami i przekrzywiając swój kurzy łeb na prawo i lewo. Zdzisiek jakby się ożywił. Noga, przewieszona przez oparcie fotela nie drgnęła ale obie dłonie wykręciły się w nadgarstkach, tak jakby z dachu namiotu kapała woda, a Zdzich chciałby jej trochę nałapać. Otworzył usta, zamknął. Zwiesił głowę, ale zaraz ją podniósł i powiedział Czytaj dalej „Cz. 23 Kamerzysta Mieczysław”

Poszukiwanie wolności

trawatrwaOdpowiedź Uczeń zwrócił się do mistrza: „Powiedz mi, co to jest wolność”. „Jaka wolność?” – zapytał mistrz.

Pierwsza wolność to głupota. Podobna jest do rumaka, którzy rżąc, zrzuca jeźdźca. Ale potem tym mocniej czuje jego rękę.

Druga wolność to żal. Podobna jest do sternika, który po rozbiciu się statku tonie wraz z nim, zamiast wsiąść do łodzi ratunkowej.

Trzecia wolność to wgląd. Przychodzi po głupocie i po żalu. Jest podobna do źdźbła, które kołysze się na wietrze, a jednak stoi, ponieważ poddaje się tam, gdzie jest słabe”.

Uczeń spytał: „Czy to wszystko?”. Na to mistrz:

„Niektórzy myślą, że sami szukają prawdy duszy. Jednak to wielka dusza myśli i szuka poprzez nich. Wielka dusza, jak przyroda, może sobie pozwolić na bardzo wiele błędów, bo z łatwością kiepskich graczy stale zastępuje nowymi. Temu jednak, kto pozwolił jej myśleć udziela czasem trochę swobody i niesie go do brzegu, niczym rzeka pływaka poddającego się nurtowi”

Bert Hellinger „Sumienie miał czyste…”

Biblioteka Hellingerowska

Nie słuchaj obcego człowieka, ale pomyśl…

Uszanuj swoje dziecko. Nie narzucaj swoich opinii bo one należą do przeszłości. Nie traktuj dziecka jak partnera, bo życie płynie w jedną stronę. Czy chcesz, czy nie chcesz jesteś przykładem, jesteś kimś wielkim dla tego małego człowieka. Nie rób mu więc wody z mózgu i nie udawaj mniejszego, dziecko potrzebuje silnego rodzica a nie kolegi do zabawy. Kolegów niech sobie znajdzie wśród rówieśników.

Nie słuchaj tych, którzy nie ponoszą odpowiedzialności za swoje rady i słowa. Nie słuchaj nawet mnie bo jestem tylko obcym człowiekiem, który zebrał własne doświadczenia.

Kochaj i rób to co słuszne, nawet jeśli masz być niemiły. Ktoś musi pokazać granice, ktoś musi skarcić aby młody człowiek nie zrobił sobie potem krzywdy. Kochaj i czerp z tego siłę. Pielęgnuj swój związek i na tym się koncentruj, dla dziecka to będzie największa radość. Nie trzeba ciągle się na nie patrzeć. Nie zasłaniaj się też swoim dzieckiem w życiowych wyborach. Żyj normalnie bo dajesz przykład, że można żyć normalnie.

Daj szczeniakowi być szczeniakiem, niech bryka, niech ma do kogo się przytulić, ale i kąsaj gdy narusza zasady.

Jesteśmy elementem przyrody, nie różnimy się zanadto od reszty zwierząt, które dają sobie doskonale radę z życiem bez pomocy psychologów. Mądrość jest w każdym z nas, nazywa się natura.

Cz. 22 Rexfly i możesz wszystko

tunelNiestety nie dało się skakać. Skyzdzich wytłumaczył wszystko jak na zeznaniach przed świętą inkwizycją. Państwowa Komisja Upadków Lotniczych znalazła masę nieprawidłowości, wobec których Urząd Przeciwlotniczy zawiesił certyfikat szkoły SkyGrzmot. Oznaczało to, że uczniowie nie mogli skakać. Tylko ci, którzy posiadali SKSRP mogli sobie skoczyć przez najbliższe tygodnie.

Krzywy był rozczarowany. Nawet odechciało mu się wyrzucać Edzię w tandemie. Sam stwierdził, że na pewno nie będzie leciał podczepiony jak wór z przodu innego faceta. Zaczynało się robić coraz bardziej nieprzyjemnie, gdy Mietek jąkając się zaczął mówić coś o tunelu aerodynamicznym. Gdy tylko Krzywy spojrzał na niego z zaciekawieniem, Mietek przygarbił się jeszcze bardziej i z takiej perspektywy znów wyglądał jak Quasimodo. Krzywy trochę wyczekująco popatrzył na Leona, który poczuł się w obowiązku, jako duchowy przewodnik po spadochroniarstwie, wytłumaczyć co nieco.

Czytaj dalej „Cz. 22 Rexfly i możesz wszystko”

Cz. 22 Wasal

Zrzut ekranu 2015-06-13 o 23.56.47Czas mijał nieubłaganie szybko. Do takiej refleksji doszedł Leon siedząc w głębokim, skórzanym fotelu obok Krzywego. Wypasione BNW cicho i bardzo szybko zmierzało w stronę szkoły Skygrzmot. To była zupełnie inna jakość. Krzywy podjechał pod samiuteńki dom Leona, a gdy ten w pośpiechu zbiegał na dół, dostrzegł jeszcze, że Edzia przesiada się na do tyłu limuzyny. Leon zapamiętał jeszcze specyficzny zapach skórzanej tapicerki i nadmierny chłód panujący wewnątrz.

A teraz jechał, znaczy się, formułując werbalną wersję myśli najbardziej dyplomatyczną i jednocześnie najbardziej trafną – zapylał, zasuwał, gnał. Zastanawiał się właśnie, co by było gdyby Krzywego złapała policja przy takiej prędkości, gdy zobaczył jak z boku samochodu wyskakuje umundurowany gliniarz. Wyglądało to trochę komicznie. Krzywy też go zauważył choć prędkość miał znaczną. Oj znaczną. Policjant wyskakując zza wysokich krzaków potknął się i spadła mu czapka. Siłą rzeczy nie mógł dobiec i zamachać lizakiem przed wielgachnym i bardzo czarnym BNW Krzywego. Czytaj dalej „Cz. 22 Wasal”